niedziela, 15 maja 2016

Stres

W ostatnich tygodniach miałam problemy z jedzeniem, przez co jadłam dużo mniej i do tego włączyłam codzienne spacery ok 2-3 km dziennie, dzięki czemu schudłam schudłam 8 kg. Jednak zbliżający się wyjazd do Polski i kilka innych wyjazdów samotnych po Włoszech powoduje u mnie straszny stres, a wręcz lęk, i  wręcz zaczyna powracać objadanie się. Jeszcze nie w takiej postaci jakiej było przed rozpoczęciem leczenia Topamaxem, ale muszę uważać, bo zauważam u siebie pierwsze objawy. W sobotę jadę do mojej psycholog (jeden ze stresujących wyjazdów) to z nią porozmawiam na ten temat. Choć nie rozumiem tego mojego stresu, tak wielkiego przed wyjazdami, przed pobytami w szpitalu wręcz cieszyłam się na te wyjazdy do Rzymu, za każdym razem zwiedzałam inną część miasta, a teraz już tydzień przed wyjazdem jestem dosłownie chora ze zdenerwowania i stresu, a pobyt w Rzymie polega na dojechaniu na stacje potem metro na miejsce do Pani Doktor, wizyta, potem powrót metrem na stacje i siedzenie na stacji 3 godziny czekając na pociąg powrotny, boję się gdziekolwiek pójść. Stres ten jest irracjonalny ponieważ drogę znam już na pamięć. bo jeżdżę tam już ponad 1,5 roku, a z wizyty na wizytę jest coraz gorzej, choć psychoterapia w innych aspektach bardzo pomaga. 

Stres ten powoduje, że nie potrafię cieszyć się zgubionymi kilogramami, ja praktycznie tego nie zauważam, ale inni to widzą i mi o ty mówią. Jedyne co mi mówi, że schudłam to jeansy, które robią się coraz luźniejsze.

Dobrze, że u nas temperatury już letnie się zaczynają, to pożegnam się ze spodniami i powitam moje ukochane spódnice i sukienki, a na jesieni jak będzie trzeba pomyślę o nowych jeansach mam nadzieje, że w rozmiarze o kilka numerów mniejszym.

Pozdrawiam ze słonecznej Italii.

piątek, 22 kwietnia 2016

Ostatnie 1,5 roku...

Przez bardzo długi okres, nawet więcej niż 1,5 roku, bardzo rzadko tu zaglądałam, powód był bardzo prostu, walczyliśmy i walczymy o maje życie i zdrowie. Ale od początku.

W listopadzie 2014 roku przeszłam bardzo ciężkie załamanie nerwowe zakończone próbą samobójczą, wywołane przez całkowite wycieńczenie fizyczne i psychiczne mojego organizmu. Byłam tak zmęczona swoimi ciągłymi zmianami nastroju, ciągłym zmęczeniem fizycznym, że pewnego wieczoru się poddałam. Uratował mnie mąż i lekarze ze szpitala, którzy zaraz z pogotowia przewieźli mnie do szpitala z oddziałem zamkniętym (piszę o tym wprost, ponieważ nie wstydzę się tego teraz wiem, że to jest choroba i że to że byłam  źle leczona wcześniej doprowadziło mnie do takiego stanu). Pierwsze dni na oddziale były straszne dla mnie, w ogóle cały pobyt nie jest miłym wspomnieniem. Jednak tam zostałam zdiagnozowana i podano mi leki które ustabilizowały mój stan emocjonalny. Po 40 dniach wyszłam ze szpitala jednak dalej w depresji siedziałam w domu i odezwała się bulimia i zaczęłam się obżerać i w ciągu 3 miesięcy przytyłam 15 kg. Jednak tego wówczas nie zauważałam, dopiero jak doszłam trochę do siebie weszłam na wagę i doznałam szoku. Moja waga osiągnęła 142 kg. Ale jak tu schudnąć jak nie ma sie siły aby sie poruszać, nie ma się ochoty wyjść na spacer? Powoli, powoli zaczęłam się zmuszać do wyjścia na basen, do spacerów, ale chudłam barrrdzo wolno. W wakacje mój psychiatra znalazł lek który może mi pomóc schudną a równocześnie może być pomocny przy chorobie dwubiegunowej, ale aby zmienić Lit który brałam od poprzedniej hospitalizacji na nowy lek musiałam iść do szpitala. Zgodziłam się. Wiedziałam że będzie to długa hospitalizacji i może być ciężka, ponieważ mój organizm źle znosi zmiany dawek leków i rzeczywiście tak było. Z każda zmianą dawka fizycznie czułam sie fatalnie, bóle głowy, zawroty głowy, bóle brzucha, jednak dzielnie to znosiłam mając nadzieje na cud nowych tabletek. Jednak w szpitalu tym nie podano mi docelowego Topamaxu tylko Lacmital, gdyż stwierdzono, że będzie on odpowiedniejszy przy mojej chorobie dwubiegunowej. W czasie hospitalizacji zrobiono mi usg tarczycy i wyszło że mam powiększony prawy płat tarczycy. Po odstawieniu Litu wyniku hormonuów tarczycy we krwi zaczęły bardzo się pogarszać, musiałam zacząć barć leki. Okazało się, że cały czas miałam utajoną niedoczynność tarczycy. Po 7 tygodniach hospitalizacji wyszłam ze szpitala, krótko przed świętami Bożego Narodzenia. Świeta i Nowy Rok spędziłam w domu, jednak mój stan z dnia na dzień się pogarszał, 8 stycznia miałam umówioną wizytę z lekarzem i prosto z wizyty trafiłam ponownie do szpitala na kolejne 2 miesiace. Lekarz próbował odstawić nowo wprowadzony Lamictal niestety mój organizm reagował bardzo wręcz agresywnie  nawet na najmniejsze obniżenie dawki albo bardzo silną depresją z myślami samobójczymi, albo hipomanią, dlatego zdecydowaliśmy pozostawić Lamictal w spokoju a dołączyć do niego Topamax. W ten oto sposób od lutego jestem na całkiem nowych lekach. Topamax rzeczywiście ma efekt uboczny, że sie chudnie, tylko lekarz zapomniał wyjaśnić jakim kosztem to sie osiaga. A więc: całkowity brak apetytu w pierwszym tygodniu po wyjeździe teściowej która nam cały czas pomagała zaowocował odwodnienie i wycieńczeniem, wygłodzeniem organizmu, nie miałam siły chodzić, mówić, jeść nawet na siłe, a nawet rozmawiać przez telefon; nie mogę jeść bardzo wielu produktów takich jak wędliny, pomarańcze, jogurty, wszystko ze śmietaną, wszystko z przecierem pomidorowym, wszystko co słodkie, wszystko co tłuste, po wszystkich tych produktach albo boli mnie żołądek, albo wymiotuje, albo mam biegunkę. Rzeczywiście chudnę, jak pisałam od 1 kwietnia zaczęłąm też zaprowadzać też dzieci na nogach do szkoły więc co rano robię spacer minimum 2 km, potem jeszcze jest reszta dnia w której jest wiecej lub mniej ruchu, ale spacer poranny zawsze jest. Dzisiaj rano waga pokazała 134,9 kg.
W chwili obecnie jem głównie jogurt z serka greckiego, ryż na mleku, i włoskie grissini leki i suplementacje witaminami.

Wiem, że nie było różowo, jednak cały czas pracuje z psychologie i widzę postępy, widzę, że zaczynam walczyć o siebie, że staję sie ważna sama dla siebie, co do tej pory było nie do pomyślenia. Potrafię się cieszyć się z sukcesów córki która została Mistrzynią Powiatu w Akrobatyce Grupowej dzieci do lat 7 I w poniedziałek jedziemy na Mistrzostwa Wojewódzkie. Potrafię się cieszyć z postępów synów w terapii i w szkole średniej. Mam więcej cierpliwości do nich, ale równocześnie jestem bardziej wymagająca i konsekwentna. Myślę, że to jest zdrowsze dla wszystkich.

Pozdrawiam

P.S. Tak jak obiecałam odpowiedziałam na zaległe maile.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Kwiecien plecien

Witam Was, jak przyslawie mowi, kwiecien plecien wciaz przeplata... U mnie jest identycznie. 1 kwietnia tesciowa wrocila do domu, a my z mezem zostalismy sami z dziecmi, wrocily do mnie wszystkie obowiazki i jak sie okazalo, nie bylam na to gotowa szczegolnie fizycznie. Problemy z jedzeniem jakiem mam od czasu gdy biore nowe leki spowodowaly niedozywienie organizmu i poczatki wycienczenia. Po kazdym spacerze czy odprowadzeniu dzieci do szkoly musialam sie klasc, bo nie bylam nawet w stanie rozmawiac czy jesc. I tak kolo sie zamykalo. Do tej pory moge jesc prawie tylko ryz na mleko, musli z mlekiem, jogurt grecki z owocami, i kilka innych rzeczy. Ogolnie w ogole nie mam apetytu, jem z rozsadku, jedzenie i picie ma calkiem inny smak niz przed zmiana lekow np. woda mineralna jest kwasna.

Przez te ostatnie 3 tygodnie udalo mi sie poprawic kondycje i juz tak bardzo sie nie mecze, codziennie robie marsze minimum 2 km a wczoraj zdecydowalam sie nawet wsiasc na rower. Pierwsze metry byly bardzo ciezkie, ale potem bylo juz dobrze.

niedziela, 27 marca 2016

Wesołych Świąt

Z całego serca życzę Wam uśmiechu na twarzy, zadowolenia z siebie, radości z życia i bycia z rodziną i doceniania każdego Waszego nawet najmniejszego sukcesu czy to w życiu czy odchudzaniu.

Wesołych Świąt

P.S. masz zapisane wszystkie Wasze maile ktore do mnie pisaliscie nawet pół roku temu, a nie odpowiedziałam. Obiecuje, że najpóźniej do końca kwietnia na wszystkie odpowiem.

Mój stan zdrowia dalej nie jest stabilny i każdego dnia zmagam sie z depresią.

sobota, 12 marca 2016

Witam w 2016 roku

Wszystkiego Najlepszego w tym 2016 roku, bardzo późno te życzenia, ale już 8 stycznia wróciłam do szpitala na prawie 2 miesiące. Okazało się, że leki które mi podano w poprzednim szpitalu nie są odpowiednie dla mnie i muszę je jak najszybciej zmienić. Jednak odstawienie nowych leków nie było łatwe ponieważ, mój organizm bardzo gwałtownie reagował na każdą choćby najmniejszą zmianę dawki, więc z lekarzem próbowaliśmy różnych rozwiązań aby jakoś wyjść z tej trudnej sytuacji, W końcu się udało został wprowadzony nowy lek po którym zaczęłam chudnąć i dobrze się już  czuje też psychicznie, bo jak pamiętacie do otyłości i problemów z kolanami doszła bulimia i choroba dwubiegunowa. Pomieszanie choroby dwubiegunowej i bulimii to praktycznie bomba z opóźnionym zapłonem, gdyż gdy się odchudzam i mi nie wychodzi obniża się nastrój i włącza się choroba dwubiegunowa czyli depresja a w depresji żeby poprawić sobie humor dostaje napadów obżarstwa (bulimia) i zaczynam ponownie tyć. Lekarstwo, które teraz biorę na chorobę dwubiegunową  ma mi również pomóc w chudnięciu, bo jako środek uboczny ma utratę apetytu, jak na razie działa i schudłam 5 kg jak będzie dalej zobaczymy. Trzymajcie kciuki.


Niedługo na blogu nastąpią małe zmiany mam nadzieje, że wam się spodobają.

piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt

Wesołych Świąt Wszystkim


 Już jak zwykle dawno mnie nie było, ale 2 miesiące z tego czasu spędziłam w szpitalu, na zmianie leków. Wyszłam końcem listopada, czułam się nawet dobrze i pierwsze 3 tygodnie w szpitalu czułam się jak na wakacjach. Miałam czas na zastanowienie się nad sobą i tym jak zmienić swoje życie. Niestety w szpitalu nie dano mi tych leków, o które wnioskowaliśmy z moim lekarzem. Niestety włączono mi leki które działają przeciwnie do tego co chcieliśmy osiągnąc z moim psychiatrą, czyli jako skutek uboczny powodują nadmierny apetyt, a drugi lek który mi wprowadzono powoduje tycie. Także po wyjściu ze szpitala zaczęły się napady obżarstwa i teraz nawet boję się wejść na wagę aby sprawdzić jaki poziom osiągnęła. Jako, że te lekarstwa mi nie pomagają tylko jeszcze bardziej szkodzą muszę ponownie iść do szpitala na ponowną zmianę leków. Spowodowało to u mnie ogromny stres, który tylko potęguję objadanie się. Stres udaje mi się trochę złagodzić poprzez kolorowanie mandel i kolorowanek bezstresowych dla dorosłych. Znalazłam tą metodę w szpitalu i bardzo u mnie sie sprawdza, dodatkowym plusem jest to że gdy koloruje to nie jem, więc i w tym pomaga.
Cały czas jestem w kontakcie z włoskimi Anonimowymi Żarłokami i jak mogę uczęszczam na mitingi, a będąc w szpitalu przeczytałam wszystkie ksiazki jakie mam po polsku i przerobiłam całe 12 kroków. Będąc w szpitalu wszystko wydawało się łatwe, bo był czas na wszystko, jednak gdy wróciłam do domu, teoria z praktyką się rozminęła. Nie było czasu przygotowywać regularnych pożądnych posiłków, nieraz po prostu ze zmęczenia się nie chciało, nie było możliwości regularnie jeść i wszystko legło w gruzach.
Teraz mój humor leży gdzieś w okolicy kreciej nowy pod ziemią, ponieważ są Święta, po nich mam iść do szpitala i znów na nie wiadomo jak długo zostawić dzieci i męża. Mam iść do szpitala, w którym byłam rok temu, więc czeka mnie niezbyt miły pobyt i pod względem warunków w szpitalu i osób mi towarzyszących ponieważ oddziały tam są połączone i często ma się kontakt i osobami na odwyku lub detoksykacji. NIestety


Pozdrawiam Was
i jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT

sobota, 26 września 2015

Minęło kolejnych kilka miesięcy

Witam Was po kolejnej przerwie, nie myślcie, że zapominam o blogu, nie na pewno nie, ma mam tylko problem z pisaniem, z zebraniem myśli.
Źle co u mnie. W sprawie operacji żadnych wieści. Jednak ja czekając staram się coś robić, poznawać moje choroby, czytam sporo książek na temat otyłości i choroby dwubiegunowej i dzięki jednej z książek , a dokładnie dzięki "Nadwagą sprawa rodzinna" dowiedziałam się o grupach samopomocy Anonimowi Żarlocy. Na mitingi zaczęłam chodzić na początku czerwca po pierwszych kilku tygodniach stosowanych w aż schudlam 3 kg jednak w lipcu dowiedziałam się od lekarza ze musze iść do szpitala na zmianę leków, ponieważ lit powoduje u mnie niedoczynność tarczycy. Stres związany z pójściem do szpitala jest na tyle duzy, że nie potrafię kontrolować mojego apetytu i waga znowu zrosla. Czekam cały czas na telefon ze szpitala. W międzyczasie próbuje pracować z programem AZ najlepiej jak potrafię i wierze, ze przyniesie to kiedyś rezultaty. Dzięki AŻ uświadomiłam sobie jedno, że moje jedzenie to jest choroba, nałóg jak alkoholizm czy narkomania, jestem juz tak bardzo uzależniona, że sama sobie z tym nie poradzę, potrzebuje pomocy o wsparcia innych.

Pozdrawiam

sobota, 25 kwietnia 2015

Witam po powrocie

Jak Wam pisałam 12 listopada trafiłam do szpitala, spędziłam tam miesiąc. Po powrocie do domu jeszcze długo dochodziłam do siebie, ale już jestem na chodzi.
W szpitalu okazało się, że to nie jest tylko depresja ale już choroba dwubiegunowa. Stanęłam na komiscji lekarskiej i dostałam 100% niepełnosprawności. PO szpitalu biorąc nowe leki przytyłam 20 kg i osiągnęłam wagę 142kg, gdy tylko lepiej się poczułam wróciłam na siownię, a raczej na basen i przeszłam na dietę, w ciągu 6 tygodniu schudłam 7 kg.

Przy ćwiczeniach w wodzie kolana nie dokuczają, więc dużo pływam 4-5 razy w tygodniu przepływam 1 km i do tego w miarę możliwości czasowych 1-2 razy w tygodniu aquaareobic. 

Postaram sie teraz częściej pisać,

Dziękuje za wsparcie

piątek, 17 października 2014

Jestem, walcze, ale chyba przegrywam

Witam, po bardzo długiej przerwie, skończył się poprzedni rok szkolny dzieci, skończyły się wakacje, zaczął sie nowy rok szkolny, zaczęła się jesień. Dużo minęło czasu i dużo sie zmieniło, niektóre rzeczy na lepsze inne na gorsze.

Zacznijmy od tych lepszych, mi na razie udaje sie unikać kul, kolana jakoś daja radę, chyba pomogły tabletki z glukozaminą. Od czerwca chodzę 4 razy w tygodniu na siłownię i basen, przez 3 miesiące ćwiczyłam pod okiem trenera osobistego, mięśnie sie rozwinęły, wzmocniły.
Chłopcy zmienili szkołę i to było bardzo dobre posunięcie i Księżyc i Słońce są bardzo zadowoleni, atmosfera w nowej szkole o niebo lepsza, chłopcy od razu sie zaaklimatyzowali, bardzo polubili nowych kolegów.

Księżyc spędził większość wakacji w Polsce u dziadków, potem z Słońcem i Gwiazdą my też pojechaliśmy do Polski. Niestety przez moich rodziców, a raczej tatę wakacje okazały sie koszmarem który ciągnie się do dzisiaj. Wszyscy próbują go tłumaczyć, jednak mnie nie przekonują. Efekt jak na razie jest taki, że nie rozmawiam, a wręcz mam ochotę zapomnieć, że on istnieje.

Trochę gorszych wiadomości, przez sytuację z ojcem musiałam zwiększyć mocno dawki leków przeciwdepresyjnych i przeciwlękowych co poskutkowało ekspresowym tyciem w ciągu 8 tygodni mimo intensywnych ćwiczeń na siłowni i basenie przytyłam 10 kg, teraz moja waga waha sie koło 132 kg i nawet trenerka po konsultacji z innymi trenerami nie wie jak mi pomóc. Stwierdziłyśmy, ze na siłowni po prostu robimy swoje czyli ok 2,5 h ćwiczeń intensywnych za każdym razem i czekamy kiedy będzie można zmniejszyć dawki leków. Lekarz psychiatra też rozkłada ręce z bezsilności, bo leków nie można zmiejszyć, bo od razu wraca depresja. Przy takim stanie jak jest obecnie nawet operacyjne leczenie otyłości odpada.

Nie wiem czy mam jeszcze siłę walczyć.

czwartek, 22 maja 2014

...

Kolejne dni, tygodnie za nami, czas po prostu mija, robię co muszę, robię co mi każą i tak żyje z dnia na dzień, z godziny na godzinę, znów na duzej dawce leków przeciwdepresyjnych, znów na lekach uspokajajacych, stabilitatorze humoru i leku przeciwlękowym. Znaczy nic dodać nic ująć wróciła depresja. Nie jakoś spokojnie, ukradkiem wkradała się do mojej codzienności, po prostu z dnia na dzień, z godziny na godzinę czułam się coraz gorzej, byłam coraz bliżej dna, a co najgorsze nie mogę znaleźć przyczyny tego nagłego pogorszenia. Pogorszenie nastąpiło gdy wszystko zaczęło się układać, gdy zamówienia na torty zaczęły przychodzić, gdy w szkole u chłopaków sie wszystko układa, gdy zdrowie fizyczne dopisuje, znaczy kolano nie daje mocno o sobie znać i wszystko inne jest ok. I tu nagle psychika sie załamuje, gdy zaczęłam planować swoją przyszłość, znów pozwoliłam sobie na marzenia na planowanie na kilka lat na przód, na układanie "swojego" życie, nie tylko rodzinnego, ale mojego osobistego. Nie rozumiem tego, może polska psycholog mi pomoże, w końcu można robić terapię psychologiczną przez skypa i chyba na taka się zdecyduje, bo na osobiste spotkania z psychologiem nie ma co liczyć.

Niestety waga po rozpoczęciu brania leków skoczyla natychmiast do góry (efekt uboczny całego koktailu leków) i w tej chwili wynosi 127,3 kg a było już nawet 128,3 . Mój żołądek też nie jest zadowolony z leków i swoje niezadowolenie pokazuje przez nietolerowanie jakichkolwiek owoców i soków, juz w pół godziny po zjedzeniu owocu czy wypiciu soku mam straszny ból żołądka i chwilę potem biegunkę. To powoduje że nie mam najmniejszej ochoty jesc, a jeżeli juz coś zjem to są to rzeczy niedietetyczne np. biszkopt czy sorbet. Można powiedzieć, że jedynym posiłkiem który jem normalnie to śniadanie, potem to już ...

Myślę o pomocy psychologicznej, o siłowni po kierunkiem osobistego trenera, ale czy coś z tego wyjdzie zobaczymy, niewiem czy jestem na tyle silna.

Pozdrawiam Was



czwartek, 27 marca 2014

mijaja godziny (trudny wpis)

Mijaja godziny kolejnej nocy, ktorej nie moge spac, bol fizyczny rozrywa kolano, a bol psychiczny moja glowe.
Kilka dni temu uswiadomilam sobie, ze moj wyglad, moja waga to jest moj plaszcz ochronny, cos co ma mnie chronic przed innymi ludzmi, przed wzrokiem mezczyzn. Przez prawie 20 lat nosilam ten ciezar w sobie i na sobie, teraz staram sie z tym walczyc.
Majac 12 lat, bylam na wakacjach u kolezanki na wsi, bylam wtedy szczuplutka, wysoka dziewczyna, wszyscy dawali mi wtedy 15-16 lat. Jednego popoludnia kolezanka poszla z mama do kurnika, a ja zostalam w kuchni i obieralam swiezutkie grzyby zebrane wlasnorecznie chwile wczesniej w lesie. Wtedy do kuchni wszedl ojciec kolezanki, zaczelismy rozmawiac, zaproponowal wlaczenie telewizora, a zeby bylo lepiej widac rowniez zmiane miejsca, odeszlam od stolu i usiadlam na wersalce, wtedy on usiadl kolo mnie, nagle niby naturalnie zaczal mnie obmacywac, odsunelam jego reke, ale on ponowil swoje proby tyle ze bardziej nachalnie, wrecz brutalnie, wtedy ucieklam na podworko, ale bylam tak wystraszona, ze nic nie powiedzialam ani kolezance, ani jej mamie. Zjadlam z nimi kolacje i polozylam sie spac, ale cala noc sie balam czy nie przyjdzie do mnie do pokoju, rano postanowilam ze musze wyjechac, mimo ze mialam kilka km do przystanku autobusowego, chcialam isc pieszo, jednak ojciec kolezanki bardzo niezadowolony odwiozl mnie na przystanek kilka godzin przed odjazdem autobusu. Nie mialam pieniedzy, bo mialam wracac samochodem ze znajomymi rodzicow, wiec prosilam ze lzami w oczach kierowce autobusu, aby mnie zabral, na moje szczescie zgodzil sie. Wrocilam do domu, ale rodzicom tez nic nie powiedzialam.
Dusilam to w sobie, az zeszlo gdzies na daleki plan, przestalam o tym myslec, przynajmniej swiadomie, jednak od czasu tego wydarzenia zaczelam jesc, przestalo mi zalezec na moim wygladzie. Teraz z perspektywy czasu widze, ze zaczelam ubierac sie w workowate ubrania, w ubrania calkowicie niepasujace do mojego wieku, a wrecz nieraz meskie rzeczy. Zaczelam sie ukrywac, ukrywac swoja dusze i cialo, niby chcialam schudnac, ale nie potrafilam tego zrobic, a w glebi serca chyba nie chcialam, bo jak nazwac to ze wszystkim sie mowi, ze sie odchudzam, a ukradkiem zjadalam slodycze. Im wiecej chudlam, tym gorzej sie czulam psychicznie i tym wiecej zaczynalam jesc, czego efektem bylo jojo.
Teraz ja nie jestem w stanie naprawic tego co sie wydarzylo, moge jedynie postarac sie polepszyc swoje zycie, schudnac majac swiadomosc, ze nie musze sie chronic pod plaszczem tluszczu, jestem teraz dorosla osoba, ktora ma kochajacego meza, dzieci i jestem z nim bezpieczna. MUSZE I CHCE NAPRAWIC SWOJE ZYCIE a to sa do tego pierwsze kroki.

P.S. dziekuje Rafal ze pomogles w uswiadomieniu mi tego, teraz bedzie juz tylko lepiej

piątek, 21 marca 2014

jak to zleciało...

Nawet nie zauważyłam, że już mamy końcówkę marca, cały czas w biegu, cały czas z głową zajętą dziećmi, planami na przyszłość, pomysłami na nowe torty, ciastka. Czas spędzam na prowadzaniu dzieci na kolejne zajęcia, doszedł nam basen Słoneczka. W czasie oczekiwania na dzieci podczas ich zajęć uczę się do kursu na cukiernika. Braki w znajomości języka włoskiego powoduje, że muszę pierw poznać ten materiał po polsku, dopiero potem po włosku. Niestety do tej pory nie miałam do czynienia z teorią związana z odżywianiem, pieczeniem, maszynami do tego używanymi, zawsze uczyłam sie na własnych błędach, piec potrafię, ale to tylko i wyłącznie wiedza praktyczna, wiec dużo zajmuje mi poznanie ogromu materiału teoretycznego.
W wolnym czasie ćwiczę w domu praktycznie, testuje ciągle nowe przepisy, szukam nowych smaków.

Z wagą dalej walczę, na razie za sukces uznaje to, ze nie tyje, ale dzięki znajomemu mam nadziej zacząć dalej chudnąć.

Moje zdrowie na razie jakoś sie trzyma, szczerze nie mam czasu o tym myśleć, kolano doskwiera, ale nauczyłam sie z tym żyć i jak na razie udaje mi się nawet chodzić na długie spacery, a nawet zeszła niedziele spędziliśmy razem z dziećmi w górach. 5 godzin chodzenia po rezerwacie przyrody, gdzie ludzi spotykaliśmy okazjonalnie, ptaki pięknie śpiewały, i my i dzieci były zachwycone i już pytają kiedy znów pojedziemy w góry.

U Słoneczka w szkole same problemy, a w związku z tym powiedzieliśmy "dość" i od września Słoneczko zacznie nową szkołę, którą jeszcze nie wiemy, vice-dyrektorka okręgu powiedziała nam że miejsce dla niego jest w 1 szkole w klasie trzeciej, w drugiej szkole teoretycznie nie ma miejsca, ale jeżeli dyrektorka stwierdzi, że dla Słoneczka będzie lepiej w tej drugiej szkole to tam pójdzie. Vice-dyrektorka rozumiała nasze obawy, rozumiała też specjalne potrzeby naszego syna i nie była zdziwiona, widać było że miała już kontakt z dzieckiem z autyzmem, więc początek współpracy zapowiada się obiecująco.

Nasza Gwiazda jest dalej gwiazdą, zaciekle ćwiczy dalej gimnastykę, ma już za sobą pierwsze zawody. Myślałam, że jak zobaczy dużą publiczność to się zawstydzi i nie będzie chciała pokazać co potrafi, jednak ona była bardzo profesjonalna i tylko na początku zawodów nam pokiwała, a potem była skupiona na swoim zadaniu. Niestety było bardzo widać jak cała grupa naszej trenerki mocno odstaje od innych grup. Nasze dziewczynki były mocno wtyle z umiejętnościami, zastanawiamy sie nad zmianą trenerki, zobaczymy jak będzie po czerwcowym pokazie i eliminacjach do wyższych grup.

Księżyc różnie radzi sobie w szkole, raz lepiej raz gorzej. Dziadki zaproponowali, że wezmą go na wakacje i w ten oto sposób Księżyc spędzi 1,5 miesiąca bez rodziców i 2 miesiące w Polsce. Pod koniec czerwca lecę z nim do Polski, a potem na początku sierpnia jedziemy samochodem z resztą dziatwy go odebrać i spędzimy w Polsce ok 2 tygodnie.

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na:

www.facebook.pl/DolceriaTorte

:-)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

to już końcówka stycznia

Witam Was w Nowym 2014 roku.

Oj lei ten czas jak oszalały, rano wstaje o 6.30 i nawet się nie obejrzę a już czas popołudniowych zajęć dzieci, potem kolacja i kładzenie dzieci spać, a tu zawsze jeszcze tyle do zrobienia, ostatnio przeważnie chodzę spać koło północy.
Nie wiem gdzie ten czas ucieka, ale cały czas mi go brakuje. Z nowym rokiem postanowiłam jeszcze bardziej postawić na zdrowie i zdrowe odżywianie i coraz więcej czasu spędzam w kuchni, wypróbowuje nowe przepisy na chleby, bułki, zdrowe przekąski dla chłopców do szkoły. Znalazłam przepis na pyszny chlebek razowy z ziarnami, chlebek za każdym razem mi ładnie wyrasta, dodaję do niego różne ziarna, i najważniejsze Słoneczko go je ze wszystkimi dodatkami typu słonecznik, dynia i inne.
Znalazłam też bardzo fajne i szybkie ciasteczka owsiane bez dodatku cukru, słodzone słodem kukurydzianym lub miodem.
Przez to że nie pojechaliśmy do Polski miałam trochę czasu i znalazłam sobie nową pasję, może i przyszłości sposób na zarobienie trochę grosza. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie wciąga zabawa cukrem plastycznym i zdobienie tortów, i lukrowanie, malowanie ciastek, ciasteczek lukrem królewskim. Nawet gdy nie upiekę ciastek, to ćwiczę na folii różne techniki, ćwiczę lepienie z cukru. Przez ostatni tydzień robiłam dla sąsiadki z dołu atrapę tortu 3D w kształcie torebki z różnymi dodatkami. Sąsiadka zadowolona, a to najważniejsze.

Bałam się, że prze świata i impreze sylwestrową moja waga wzrośnie, jednak zaraz na początku roku nie było tak źle, jednak uzależnienie od cukru i to że pozwaliłam sobie na troche słodkiego w świeta poskutkowało tym, że teraz mam problem, aby znów przestać jeść cukier. Czuję się jak narkoman na głodzie jak nie zjem czegoś z cukrem, jakiegoś ciastka. Znów mam problem aby robiąc zakupy nie kupić sobie czegoś słodkiego, znowu wróciłam do punktu w którym każde wyjście do sklepu to walka ze sobą. Tylko jak na razie praktycznie codziennie tą walkę przegrywam. W tej chwili waga pokazuje 122,5 kg, w środę idę na wizytę do chirurga, który kieruje na zabiegi zmniejszenia żołądka poprzez wprowadzenie balonu lub poprzez opaskę. Rozmawiałam już też na ten temat z moja panią psycholog i ona jak najbardziej popiera tą decyzje, i powiedziała, że przekaże swoja opinią innej pani doktor, która jako psycholog w szpitalu kwalifikuje do zabiegu. Zobaczymy co powie chirurg.

Cały czas staram się ćwiczyć, nie zawsze mi się to udaje, bo kolano nieraz daje mocno popalić, ostatnio znów 3 dni chodziłam o kulach, bo źle stanęłam i rzepka się przestawiła. Cały czas ćwiczę (chodzę na orbitreku) oglądając filmy instruktażowe "jak zdobić torty i ciasteczka", a gdy mam juz ochotę skoczyć mimo, że program treningowy się jeszcze nie skończył, to wyobrażam sobie, siebie chodzącą po Alpach lub Dolomitach. Mimo, że ważę te 122 kg to nie jest z moja kondycją tak źle i mogę sporo przejść. Moim marzeniem jest przejść szlakiem via Amore o zachodzie słońca i mam nadzieje, że kiedyś to się uda.






Pozdrawiam Was




poniedziałek, 30 grudnia 2013

niespodziewana zmiana

Wprowadzając się w lutym do nowego mieszkania, bałam się czy sąsiedzi z dołu będą w stanie znieść moją trójkę i jak podejrzewałam było to dla nich trudne.  Były skargi, a potem tylko grzecznościowe dzień dobry i to wszystko, staraliśmy się im schodzić z drogi, jednak wczoraj stanęli przed naszymi drzwiami. Juz myślałam że znów przyszli się poskarżyc, a tu sie okazało, że przyszli złożyć życzenia dac małe prezenty dzieciom z okazji świąt. Jak sąsiadka się dowiedziała, że bawię się w zdobienie ciasteczek i robienie tortów, zamówiła u mnie tort torebkę, a dzisiaj podglądała jak dekoruje ciasteczka Myszki Miki, które upiekłyśmy wczoraj z Gwiazdą wykorzystując prezent od sąsiadki. Oczywiście jedno ciasteczko beędzie jej jutro zaniesione, bo nna razie lukier zastyga.

Pozdrawiam i jakbym nie dała rady jutro wejść, bo znów dzień w kuchni się szykuje, życzę Wam SPEŁNIENIA MARZEŃ W NOWYM ROKU

postanowiłam żyć

Za radą ortopedy postanowiłam żyć i czerpać z życia przyjemność póki mogę. Dzisiaj rano byłam już na treningu z kijkami, nieważne było ile przejdę kilometrów, w jakim tępie, ważne było dla mnie aby iść godzinę słuchając muzyki i tak chce robić minimum 3 razy w tygodniu, w dni w które nie będę chodziła z kijkami wskakuje na orbitreka.

Wydrukowałam sobie pare haseł motywujaących i powiesiłam przy łóżku, mam nadzieje, ze wielokrotnie czytane pomoga zmienic moje myslenie. Jedno z nich jest dla mnie szczególnie motywujące " Nie narzekaj ze masz pod gorke, skoro zmierzasz na szczyt" w moim przypadku dosłowny szczyt, od wiosny, czyli gdzies od marca chce zaczac razem z dziecmii mezem wedrowki po szlakach gorskich, pierw tych latwych, a potem coraz trudniejszych. Mieszkamy w takim rejonie ze wystarczy 15 minut samochodem i jestesmy w gorach, ciut dalej i mamy coraz wyzsze szczyty lacznie z wysokimi Alpami, wiec lazic jest gdzie i mam zamiar to wszystko zobaczyc, a do tego trzeba miec kondycje, i ddlatego to moje lazikowanie z kijkami, . Jak dzieciaki  wyzdrowieja tez zaczniemy zabierac ich na dluzsze spacerybo sie mocno rozzleniwili.


przepraszam za literowki poprawie rano na kompie stacjonarnym

Miłego dnia zycze wszystkim

sobota, 28 grudnia 2013

Najlepszego po świętach

Składam Wam wszystkim spóźnione życzenia Wszystkiego Najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia i zbliżającego się Nowego 2014 roku.

Jednak nie pojechaliśmy do Polski, bo nie dość, że  Słońce było chore na zapalenie płuc to jeszcze Gwiazda rozchorowała się na zapalenie oskrzeli, więc nie ryzykowaliśmy ,mimo zrobionych zakupów na wyjazd i impreze z okazji naszej 10 rocznicy ślubu. ŚWieęta zorganizowaliśmy sobie na spokojnie w domu, bez jakieggoś ciśnienia, że 12 potraw, że zupa rybna itp. Dzieci nie lubią ryb i jedzą je tylko wyjaątkowo, w Wigilie żadne nie tkneęło pluszków rybnych , my z mężem upiekliśmy sobie filet z łososia w ziołach prowansalskich, do tego dzieci zjadły zapiekane ziemiaczki, zupę grzybową z makaronem, zrobilam tez tortille z wędzonym lososiem, ki rozne koreczki, po wigilii byla jeszcze włoska pandoro. Później mąż dziećmi poszedł szukać Gwiazdki a ja podrzuciłam prezenty pod choinke i posprzatalam po Wigilii. Potem to juz było tylko rozpakowywanie prezentów i zabawa. Mi Mikołaj przyniósł wykrawaczki do ciasteczek i masy cukrowej, bo robiąc bezlaktozowe święta zainteresowalam się zdobieniem ciasteczek i ciast lukrem królewskim i masą cukrową. 15 grudnia byłam na kursie zdobienia domku z piernika, a potem to juz cwiczylam w domu, dlatego nawet babka świateczna była w kształcie stoku narciarskiego po ktorym bałwanek zjeżdża na nartach. Wczoraj była nasza rocznica ślubu, więc też piekłam tort, tym razem próbowałam swoich sił w zdobieniu szprycą, tort wyszedł nawet fajny, ale nie sprawia mi to tyle przyjmnosci co lukier i masa plastyczna. Na sylwestra planuje upiec dzieciom muffinki i ulozyc je w ksztalcie zegara, ozdobic cyferkami i wskazowkami.
Niestety przez ostatnie tygodnie moja waga nie spadla, ale tez nie wzrosla caly czas bujamsie miedzy 122 - 120,5  i tak zaleznie od dnia.Postanowilam wrocic do chodzenia, kupilismy orbitrek do domu, i kolejny raz zaczynam. Po swietach zaczynam walke z uzaleznieniem od cukru. i podejmuje dalszą walkę.

Jednak ta walka jest bardzo trudna, bo mam Swiadomosc ze musze schudnac, ale nie potrafie sobie wyobrazic jak bede wygladala gdy schudne, i w ogole nie wierze w to ze jestem w stanie to zrobic.  Po prostu nie wierze ze jestem w stanie. i tu jestnajwiekszy problem

Ale walke bede podejmowac, jak nie dla siebie to dla mojego meza i dzieci, bo niechce aby za kilka lat musieli sie opiekowac mna, bo sama nie dam rady.

wtorek, 10 grudnia 2013

po kolejnej wizycie u ortopedy

2 grudnia miałam kolejną wizytę u ortopedy, pokazałam mu wszystkie wyniki, łącznie z tomografią obu kolan i okazało się, że prawe kolano jest w naprawdę złym stanie, potrzebuje natychmiastowej operacji (bardzo skomplikowanej), ale niestety lekarze w tej chwili sie jej nie podejmą. Problemem jest moja waga. Lekarze boją się, że po operacji nie dam rady z rehabilitacją. Lekarz mówił, że miesiąc po operacji nie wolno mi będzie w ogóle stawać na nogę, potem przez kolejne tygodnie kule i intensywna rehabilitacja. Jak tylko schudnę minimum 30-40 kg lekarz natychmiast zrobi mi operacje. Jednak moja waga od dłuzszego czasu stoi w miejscu.

Z tego też powodu postanowiłam przyspieszyć sprawę zwiazaną z operacja żołądka, i może jeszcze grudniu (jeżeli nie pojedziemy do Polski, a tak to wygląda na ten moment, bo Słońce jest chore) lub najpóźniej w styczniu wybieram sie na prywatną wizytę do chirurga, który robi operacje żołądka w naszym mieście.
Zobaczymy czego się dowiem.


poniedziałek, 25 listopada 2013

kryzys

Od kilku tygodni przechodzę kryzys na całej linii, mam problem z utrzymaniem diety (podjadam słodkie) jak i mój zapał do ćwiczeń mocno zmalał. Indywidualne zajęcia z fizjoterapeutą na basenie juz zakończyłam, teraz chodzę na samodzielne ćwiczenia w basenie. Jak już dotrę na basen to ćwiczę dość mocno przez minimum 60 minut wykonując nie tylko ćwiczenia na wzmocnienie kolana, ale również robię ćwiczenia na inne partie ciała, ale często szczególnie w piątki nie docieram na basen, bo mam inne zajęcia, a to zakupy, a to wizyta u lekarza, a zajecia z fizjoterapii są tylko do 10.30.

Z tych powodów waga nie spada, stoi w miejscu. Kupiłam wagę analityczną, czeka na mnie w Polsce, moze ona mnie zmobilizuje do dalszego odchudzania. Plusem jest to, że mimo, że waga nie spada, zmieniłam rozmiar ubrań na mniejszy. Wyciągnęłam z szafy ubrania, których nie miałam na sobie przez ostatnie 3 lata lub więcej i okazało się, że niektóre są nawet za duże. Kupiliśmy z mężem też kilka nowych ubrań. Zawsze lubiłam bardziej elegancki styl, jednak zawsze wybierałam wygodne sportowe ubrania. Teraz jednak nie pcham już wózka z dziećmi, czy nie siedzę w piaskownicy czy sali szpitalnej, więc nadszedł czas zacząć sie ubierać jak na mamę trójki dzieci i ponad 30letnią kobietę przystało. Ciężko idzie przestawienie sie na nowy styl, ale staram się.

Kolano dalej boli, jednak nie używam na razie kul, wbrew zaleceniom lekarki, jednak nie widzę jakiejś poprawy po tych sześciu miesiacach z kulami. Codziennie robię elektrostymulację, ale też nie widzę jakiś efektów, prócz tego ze noga mi zeszczuplała i mieszczę się teraz w ortezę stabilizującą rzepkę.

Za 3 tygodnie wyruszamy do Polski. W zwiazku z tym mocno się denerwuję, co też wpływa na moja dietę i mój kryzys. Mam kilka niezałatwionych spraw z rodziną i mam nadzieję je rozwiązać podczas tego pobytu, ale niewiem czy będę na tyle odważna. Są to problemy przeszłości i to między innymi przez nie jestem jaka jestem i mam problemy emocjonalne. Mój lekarz psychiatra, nie widzi rozwiazania moich problemów emocjonalnych, bez wyjaśnienia niektórych spraw z rodzicami. Ja jednak boję się konfrontacji.

W zwiazku z wyjazdem nasze przygotowania do Bożego Narodzenia już się zaczęły. Tydzień temu udekorowaliśmy mieszkanie, wczoraj upielkiśmy z dziećmi pierniczki i domek z piernika, zostało tylko zdobienie. Domek udekoruję w tym tygodniu i postawię na stole, a pierniczki ozdobimy razem z dziećmi pewnie po mikołajkach. W tym tygodniu muszę też zrobić drobne prezenty dla terapeutek i nauczycielek dzieci. Zamiast kupować gotowe prezenciki wolę je sama zrobić, wyjdzie mi taniej i będzie coś oryginalnego.

Jako, że Słoneczko ma nietolerancję laktozy, nie może jeść czekolady mlecznej, z której są robione praktycznie wszystkie świateczne upominki, dlatego w tym roku postanowiłam sama zrobić bożonarodzeniowe czekoladki. Planuję rozpuścić gorzką czekoladę (nie zawiera laktozy) dodać do niej rozpuszczony w gorącej wodzie (małej ilości) brązowy cukier i zeby ładnie stężało dodam naturalnego kakao. Wszystko wleje do foremek na czekoladki, które mam z zeszłego rooku z kalendarzy adwentowych i w ten oto sposób będę miała słodkie bezlaktozowe czekoladki dla dzieci :)

Pozdrawiam Was